wtorek, 1 listopada 2011

SILA WYOBRAZNI

                                                           

SILA WYOBRAZNI

Nadszedl moment dlugo zapowiadanej wyprawy wedkarskiej z naszymi rodakami. Czekam na lotnisku w Caracas wypatrujac bialasow z tubami. Sa, widze goscia z tuba, to na pewno wedki. Gestykuluje zywo ,wyjasniajac cos swoim kolegom. Przygladam sie bardziej, tak to musza byc nasi. Aczkolwiek nie znam ich z widzenia jakos czuje przez skore ze to moi. Wychodza przez glowne wejscie a ja wystawiam kartke z nazwiskiem. Rozgladaja sie dookola i wzrok ich zatrzymuje sie na mnie. Usmiech na twarzy... Dzien dobry, witam w Venezueli ! Dzien dobry, odpowiadaja i z usmiechem na ustach witamy sie serdecznie jakbysmy znali sie od lat. Panowie, bierzemy bagaze i przechodzimy do sali lotow wewnetrznych. Za dwie godzimy mamy wylot liniami rejsowymi do Ciudad Boliwar, to nasz punkt z ktorego zawsze zaczynamy nasze wyprawy. Nastepnego dnia jedziemy do La Paragua, pozniej plyniemy lodka ok trzech godzin do Payara Fishing Lodge. Bedziey lowic payare, aimare, morocoto i pozniej w dole rzeki pavony.

Po emocjach na slodkiej wodzie wracamy do Caracas i nastepnego dnia morski wypad na big game. Brzmi ladnie , niestety w realu bywa roznie. Czasami jest super wedkowanie a bywa tez ze wracamy pokonani przez morze. Miejsce na ktore zawsze plynelismy El Placer do niedawna bylo uwazane za jedno z najlepszych lowisk na swiecie na big game, wielka piatke.

Dziesiej niestety zmiany klimatyczne czy Bog wie co, spowodowaly ze wedkowanie jest duzo mniej efektywne. Raz jest super , sa zaglice , marliny, tunczyki a drugim razem NICCCCCCC..

Waleczne payary i pavony zostawilismy w Stanie Bolivar a my ladujemy w Caracas. Stad w czarnych Fordach Explorer jedziemy do hotelu, nasz orszak wyglada jak delegacja rzadowa. Niestety nie bylo oczekujacej nas orkiestry i dziewczat z kwiatami. Za to czekala na nas super kolacja , owoce morza w przeroznej postaci.

Wieczor przy takich delikatesach i niezastapionej kubalibrze minal wyjatkowo szybko, puste buteleczki daly sygnal do odboju i powoli wszyscy pomaszerowali do swoich pokoi.

MAREK W AKCJI !!!

Zgodnie z umowa o 7 rano melduje sie nasz kierowca. Panowie jedziemy. Po polgodzinnej jezdzie jestesmy w Marinie - Yacht Clubie skad przez kolejne dwa dni bedziemy wyplywali w morze. Nasz kapitan i moj przyjaciel Miguel pozdrawia nas na nabrzezu i zaprasza na goraca kawe. Za chwile beda sandwiche i sok . Ok , dzieki Ci Panie za dobre slowo i z filizankami w reku oczekujemy na przydzial malej czarnej . Po sniadaniu wyplywamy w morze. Miguel masz jakies informacje odnosnie miecznikow ? pytam. Wczoraj zlapali jednego marlina ok 15 mil od wybrzeza. Dzisiej zobaczymy, sa trzy wedkujace jachty z ktorymi jestem w kontakcie radiowym. Umowilismy sie ze jezeli ktorys z nas zlokalizuje miecznika /marlina/ powiadamia pozostalych.

Pomocnik kapitana , matros Pablo sprawnie uwinal sie ze sprzetem i juz przyneta na Marlina, rybki balao powedrowaly do wody. Trolujemy juz ponad godzine i nic, zima. Slonce coraz wyzej, zaczyna sie skwarucha. Koledzy coraz czesciej siegaja po zimne piwko. Ja choc za piwem nie przepadam tez poszedlem w ich slady. W taki gorac smakuje wybornie. I naraz trrrrrrrrrrrr, jest kontakt !!! Pablo szybko chwyta wedke i zacina..... luzna zylka swobodnie powiewa na wietrze. Co za czort ? ...pytaja koledzy, nie czort a Wahoo, odpowiadam. Ta wyjatkowo agresywna ryba czesto plywa w grupie po kilkanascie sztuk i atak jednej pubudza pozostale. Prawdopodobnie jedna z nich przegryzla zylke.

Marliny maja bardzo dobry wzrok, sa wyjatkowo ostrozne i lowiac je nie stusujemy stalowych przyponow.

Pablo juz zmontowal nowy zestaw i trolujemy dalej. Za chwile nastepne trrrrrrrr !!! Jurek zerwal sie z fotela jak oparzony , zaciecie i zaczyna sie pompowanie. Nie jest duza, mowi, za chwile ryba laduje w lodzi . Tunczyk Bonito ok. 3 kg. pieknie poblyskuje na sloncu. Z bolem serca ryba laduje w kuchni,ma wyjatkowo smaczne mieso .Surowy filet pokrojony w cienkie plasterki, drobno posiekana cebula, sol, pieprz, troche oliwy z oliwek i listki swiezej bazylii. PYCHOTA !!!

Obok prawej burty pojawily sie szare cienie. Przez momet plynely rowno z nami i zaczelo sie.... balet na wodzie... Delfiny jeden po drugim wyskakuja z wody. Wspanialy widok, koledzy juz strzelaja fotki z aparatow. Akcja trwala jakies 10 minut i nasi goscie tak szybko jak sie pojawili tak szybko znikneli w morskiej toni.

Plywamy, plywamy i plywamy. Piwka i bujanie lodzia zrobily swoje. Towarzystwo zaleglo, ktos pochrapuje, sjesta swieta rzecz.

Kapi Miguel daje mi znaki reka bym przyszedl do niego. Que paso ? Vlad oni pierwszy raz na Caraibach ? tak odpowiadam. To zgodnie z obyczajem , obowiazkowo jednemu z nich musimy zrobic morski chrzest, ja za ..odpowiadam. Faktycznie troche rozrywki nie zaszkodzi. Mam nadzieje ze Panowie maja poczucie humoru i nikt sie nie obrazi. Pablo, zbierz jeden zestaw , przywiaz wiadro i odpusc na jakies 80 metrow. Nie trzeba bylo dwa razy powtarzac. Z buzia usmiechnieta od ucha do ucha ochoczo pobiegl na pope. Venezuelczycy maja duze poczucie humoru, to urodzeni kawalarze, dowcipnisie.

Wiadro powedrowalo do wody, odpuszczamy zylke i za chwile slyczac ten mily odglos terkoczacego kolowrotka. Marek !!! Nie spij, masz branie , do roboty. SZYBKO !!! Marek oprzytomnial w jednej sekundzie, juz dzierzy w rekach wedke. Ciezko idzie cholera ! Co to jest, jak myslisz Vlad ? Jesli idzie ciezko, nie ma wyskokow z wody to chyba trafiles duzego tunczyka. Marek dzielnie walczy, powoli na czolo wystepuja krople potu. Musi byc duza, idzie wyjatkowo ciezko..mowi. Pompuj , pompuj bo ci ja jakis rekinek odgryzie.

Faktycznie idzie ciezko, lodz plynie szybciej niz normalnie przy trolingu i wiadro stawia duzy opor. Po pietnastu minutach walki z wiadrem Marek poddaje sie. Z czerwona od wysilku twarza oznajmia ze juz nie moze... Panowie zmiencie mnie, ja juz nie moge, rece mi mdleja.

Nie piernicz Marek krzycze, to Twoja pierwsza ryba na Caraibach, nie rezygnuj, wytrzymaj jeszcze troche. Ona tez jest zmeczona , zaraz ja doholujesz do lodzi ! Daje znak Migelowi by zwolnil. Teraz wiadro idzie lzej i za chwile jest przy lodzi. I tu fantastyczna akcja Pablo. Uzbrojony w kij beisbolowy przechyla sie przez burte odczepia wiadro napieprzajac kijem w wode. Po czym odwraca sie do nas i z mina glupka oznajmia... SPIELA SIE !!! Marek patrzy na niego, twarz mowi sama za siebie..po czym przenosi wzrok na mnie O CZYM ON PIEPRZY ? Nie zrozumial co powiedzial Pablo ale widac ze wie, ze cos nie jest tak. Co on powiedzial vlad ? pyta. Ja ze stoickim spokojem odpowiadam SPIELA SIE !!! Patrze na Marka i powoli przesuwam sie by stanac miedzy nimi. Twarz Marka nie wrozy nic dobrego, chyba mu sypnie...

Ach ty sukinsynu, niezdaro, ofermo losu ....sypia sie Markowe epitety pod adresem Pablo. Dobrze ze chlopak nic z tego nie rozumie. Z wyszczerzonymi w usmiechu klami spokojnie przyjmuje "komplementy". Nasi koledzy, ktorym powiedzialem o lokalnym obyczaju pokladaja sie ze smiechu.A Wam co tak wesolo, chcialbym zobaczyc Wasze miny w takiej sytuacji. Marek spoko, to byl kawal, CIAGNALES WIADRO !!! Co Wy mi tu pier.............e. Zawisc przez Was przemawia, Vlad widziales ta rybe ? Tak, potwierdzam. To byl tunczyk na oko jakies 40 kilosow. A co nie mowilem ? mowi Marek.

JA TEZ JA WIDZIALEM JAK WYSKOCZYLA Z WODY !!!

PIEKNA SZTUKA !!!

Vlad alias Payara

www.amazonasfishing.blogspot.com

                                                

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz